Chciał wędkować, nie wychodząc z domu. Dlatego zbudował dom na środku stawu. Teraz chce przywieźć wielki głaz narzutowy, żeby i utopce miały gdzie siedzieć. One, jak nikt inny, znają się na wodzie.
Wszystko zaczęło się w czwartkowe majowe popołudnie. Cztery lata temu. Interes, który prowadziłem od lat, zaczął lekko podupadać – opowiada Mariusz Węgrzynek, przedsiębiorca z Krosna. – Zastanawiałem się, co dalej robić w życiu. Siedziałem w fotelu. Rozmyślałem. Na stoliku leżała gazeta. Przeglądałem ją znudzony, aż natrafiłem na artykuł o marzeniach z dzieciństwa. Zacząłem czytać z zainteresowaniem. „Może to dobry moment, by za nimi pójść?" – pomyślałem nagle
Zielone duchy topielców
Tak jak stał, wyszedł z domu, wsiadł do samochodu i powiedział swojej intuicji, by go wiodła we właściwe miejsce. – Byłem spokojny, odpuściłem myślenie – wspomina. – Zdałem się na wewnętrzny głos. Pół godziny później znalazłem się we wsi Dębowiec koło Jasła, gdzie pod sklepem stała klasyczna ławeczka.
Wszedł do sklepu, kupił wodę i usiadł. Chwilę później przycupnęła koło niego starsza kobieta. Na głowie miała chustkę w maki. Mariusz uśmiechnął się do siebie, bo maki rosły też wszędzie wokół. Pięknie było. Bajkowo.
– Nikt mi nie wierzy – zaczęła ona. – Ale w tamtym stawie – wskazała brodą na zarośla po prawej stronie – mieszkały kiedyś utopce. Teraz się wyprowadziły, bo staw brudny, a one chyba tego nie lubią. Wie pan, co to utopce?
Kiwnął głową. A co ma nie wiedzieć? W końcu pochodzi z pokolenia wychowanego na bajkach o Żwirku i Muchomorku. – Codziennie wieczorem siadały na kamieniu – ciągnęła. – Gdy chciałam do nich cicho podejść, bo wcale się ich nie bałam – zaznaczyła z dumą – z pluskiem wpadały do wody! Mój dziadek mówił, że utopce to duchy topielców. Że one zwabiają do siebie tych, co się kąpią i ich topią. Zabraniał mi chodzić samej nad rzekę. „Jak za blisko podejdziesz do brzegu, to cię mogą wciągnąć" – przestrzegał. – Tak zrobiły kiedyś z Jankiem od Batorów. Ledwo chłopaka odratowali!
Staruszka przyznała, że jako mała dziewczynka miała mętlik w głowie, bo z kolei ciotkę od strony matki, Heńkę, utopiec z wody wyciągnął.
– Było grząsko, a ona zbyt blisko podeszła do stawu. Mówiła, że nie pamięta, kiedy wpadła. Zaczęła się szamotać, bo pływać nie umiała. Nagle, tuż przed swoją twarzą, zobaczyła zielonego stwora z długimi włosami. Przeraziła się jeszcze bardziej i poszła pod wodę. Ale utopiec – bo już wtedy się domyśliła, że to on – wyciągnął ją na brzeg.
Kiedy tak leżała, niemal bez ducha, ten chwilę na nią patrzył. Heńka przysięgała, że współczująco, a potem wskoczył z pluskiem do wody. Doszła do siebie, wstała i powlokła się do domu. Wiedziała, że zawdzięcza mu życie, i nigdy już złego słowa na utopca nie dała nikomu powiedzieć.
Mariusz zachwycił się historią. Natychmiast przypomniał sobie, o czym marzył w dzieciństwie.
Tańce z utopcami
– Czy to miejsce jest do kupienia? – zapytał podekscytowany. Dalej wszystko potoczyło się gładko. Cena nie była wygórowana. Kupił staw z przyległościami i zaczęła się ciężka praca. Wybieranie szlamu, czyszczenie, zarybianie, grodzenie terenu, budowa domu. Z każdym miesiącem jego wizja nabierała coraz wyraźniejszych kształtów.
– Jako chłopak wyobrażałem sobie, że zabawnie byłoby wędkować, nie wychodząc z domu – uśmiecha się. – Dziś moje marzenie się spełniło. Dom stoi na środku stawu. Można się do niego dostać dzięki kładce. A tuż obok powstał bar i drewniany podest, który latem otoczony jest setkami barwnych światełek, które dają ciepłe światło i tworzą niesamowitą atmosferę.
– I znów zrealizowałem swoje dziecięce marzenie o wiecznej zabawie – mówi przekornie Mariusz, zapalając lampki i lampiony. – W każdy weekend gra muzyka, ludzie tańczą i bawią się jak na dancingach z lat siedemdziesiątych. Lubię patrzeć na nich i cieszę się tym widokiem. Bo ile człowiek ma w życiu dobrej zabawy?
Mariusz mówi, że planuje przywieźć duży głaz narzutowy i postawić na środku stawu. A wszystko po to, by utopce miały gdzie siedzieć i czesać swoje długie, zielone włosy... no i grać na fujarkach, bo z tego, co się o nich dowiedział, uwielbiają to robić.
Aby je uhonorować, zamówił także u jednego z bieszczadzkich rzeźbiarzy drewnianą figurę utopca. – W końcu doceniły moje starania i w tym roku wróciły – uśmiecha się Mariusz. – W noc świętojańską. Jak przystało na postacie ze słowiańskich wierzeń.
Wodne duszki
Według słowiańskich wierzeń utopce, zwane także zależnie od regionu utopkami albo wodnikami, były wodnymi duchami, demonami zamieszkującymi różne zbiorniki wodne. Rodziły się z dusz topielców i samobójców, którzy zginęli w wodzie. Przybierały postać wysokich, chudych, zielonych i oślizgłych stworów z długimi włosami.
Najczęściej legendy przedstawiały je jako złośliwe i podstępne. Bywało jednak, że utopce, jak sądzili niektórzy, mogły także pomagać ludziom i zaprzyjaźniać się z nimi. O tym mówi śląska legenda o emerytowanym utopcu Bernardzie, który porzucił swój fach, by pomagać wielodzietnej rodzinie Klimszów.
Z kolei inny – Rozkitka – lubił dobrą zabawę w karczmie. Wpadały tam często córy utopców, bo choć oni sami nie grzeszyli urodą, one były piękne i miały powodzenie.
Utopce były w konflikcie nie tylko z ludźmi. Kłóciły się też między sobą. O najlepsze miejsca w rzekach i stawach. Tam, gdzie woda była najczystsza i ryb do woli, mieszkały te, które w podwodnej hierarchii stały najwyżej.
Sonia Ross
fot. Nina Przybylska
http://www.wrozka.com.pl/
Post Top Ad
Your Ad Spot
poniedziałek, 16 lutego 2015
Dom z utopcem
Tags
Dziwny Świat i Tajemnice#
Udostępnij
About ParanormalnaPolska
Dziwny Świat i Tajemnice
Etykiety:
Dziwny Świat i Tajemnice
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Post Top Ad
Your Ad Spot
Author Details
Poszukuje osób które widziały lub doświadczyły zjawisk paranormalnych , szukam relacji naocznych świadków lub osób które znają takowe osoby. Zapewniam pełną anonimowość. Zbieram relacje teraźniejsze, jak i z lat ubiegłych.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz